Suzuki

Miałam okazję być wczoraj na koncercie dzieci uczących się wg metody Suzuki. Fantastyczna sprawa – dzieciaki uczą się wedle własnego tempa zgodnie z zasadą, że każdy w swoim tempie poznaje świat i tak jak mowę ojczystą – może uczyć się operować instrumentem. I wcale nie chodzi o wyścig szczurów i o to, żeby dzieci spełniały ambicje swoich rodziców. Bo większość tych dzieci po roku, dwóch – rezygnuje. Ale to – ile wyniosło z tych zajęć – jest wartością dodaną na całe życie. Do tego zajęcia są nie tylko w trybie indywidualnym, ale też w grupie – dzięki czemu dzieciaki współdziałają w grupie i w tej grupie często wychodzą na scenę. Zdobywają więc obycie i nie stresują się tak w trakcie koncertów.

Generalnie – jako muzyk – mogę z czystym sercem i sumieniem polecić tę metodę i zachęcić Was – moi drodzy – do uczenia swoich dzieci właśnie wg Suzuki:)